|
|
tej chwili. Siedzeb dysze ciezko i starajac sie uspokoiaebolczekam rankab gdyz na chwile wschodu slonca zamowilem konie.olOna spi spokojnie i nie przypuszczab iz mnie juz nigdy nie zobaczy. Wyrwalem sieb okazalemoldosae silyb by w ciagu dwugodzinnej pogawedki nie zdradzilem swych zamiarow. Cozolto byla za rozmowab wielki BozeeolAlbert przyrzekl mib ze zaraz po wieczerzy przyjdzie z Lota do ogrodu. Stalem na tarasieolpod rozlozystymi kasztanami i spogladalem po raz osta |